Historyczne napady na banki w Polsce

21.04.2018

 

Masz zdjęcia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

#pieniądze   #finanse   #bank   #napad   

Spektakularne ograbienia, misterne plany oraz ogromny łup – brzmi, jak opis fabuły do jednego z lepszych kryminałów rodem ze Stanów Zjednoczonych prawda? Bynajmniej nie jest to świat odrealniony, a polska rzeczywistość w której nie brakowało napadów na banki, które przeszły do historii rodzimej kryminalistyki. Oto dwa najpopularniejsze.

 

Napad na bank w Wołowie.

19 dzień sierpnia 1962 roku. Zmierzch lata, okres upałów i ostatnich promieni słońca. Nikt nie przypuszczał, że w niewielkim miasteczku – Wołowie odegrają się iście dantejskie sceny, które obiegną cały świat. Celem siódemki bandytów był jedyny w mieście oddział Narodowego Banku Polskiego. Warunkiem powodzenia napadu były informacje zgromadzone przez zorganizowaną grupę. Tych udzielił znajomy rzezimieszków, który pełnił funkcję skarbnika. Nocna napaść była przemyślana w najdrobniejszych detalach. Cała akcja trwała zaledwie kilkanaście minut, a każdy ze złoczyńców odgrywał swą ściśle założoną rolę. Ich łupem padło wówczas ponad 12.500.000zł.

Dla podkreślenia skali łupu warto dodać, iż średnia krajowa pensja wynosiła na tamten czas zaledwie 1.600zł. Nocna ucieczka autem marki Warszawa po centrum Wołowa przypominała sceny z dobrego filmu sensacyjnego, jednak była to rzeczywistość, która uwypukliła siermiężność minionego ustroju. Władzy socjalistycznej jak nigdy dotąd zależało na złapaniu i przykładnym ukaraniu złodziei i po krótkim okresie czasu to się udało. Wszystko za sprawą niefrasobliwości jednej z partnerek złodzieja, która posłużyła się w sklepie skradzionym banknotem.

Napad na bank w Wołowie przeszedł do historii stając się niejako częścią kultury – w przyszłości powstało wiele filmów dokumentalnych, komiksów oraz scen filmowych nawiązujących do tego wydarzenia. Sprawcy zostali skazani na dożywocie, choć groziła im kara śmierci. A mogło być tak pięknie…

Napad na bank w Częstochowie.

20-lecie międzywojenne w Polsce to specyficzny okres czasu w którym napady, zabójstwa i kradzieże były na porządku dziennym. Swoista anarchia panująca na ulicach pod odzyskaniu niepodległości niosła ze sobą wiele niebezpieczeństw kreując pierwsze zorganizowane szajki. Jedna z nich pod wodzą doświadczonego kasiarza Stanisława Cichockiego obmyśliła strategię rodem z najlepszym filmów amerykańskich.

Cichocki kupił mieszkanie po sąsiedzku z Bankiem Polskim, następnie za pomocą palnika acetylenowego wykonał otwór w ścianie. O ile ściana działowa była łatwa do sforsowania, o tyle ściana skarbca już niekoniecznie. Popularny częstochowski rzezimieszek musiał w tym celu zainwestować w specjalny sprzęt, a że doskwierał mu brak gotówki, którą wcześniej przeznaczył na mieszkanie w oficynie postanowił napaść na jubilera. Został złapany, a jego nowa dziupla skrupulatnie przeszukana. Oficerów policji zadziwiły plany architektoniczne banku – potem odkryli otwór w ścianie. Eksperci szacują, iż łupem apasza Staśka mogło paść 30mln złotych. Na szczęście dla władz i policji noga Cichockiego powinęła się na ostatniej prostej.

Tekst przy współpracy z marketsurvival.net.

 

To może Cię także zainteresować:
Bitcoin i kryptowaluty a podatki w Polsce
Elastyczny pracownik nie boi się zmian
W jaki sposób możesz usprawnić działanie swojego sklepu internetowego?

 

Poglądy przedstawione w niniejszym materiale są wyłącznie poglądami Autora. Materiał został opublikowany przez Autora - zachowana pisownia oryginalna tekstu. Szczegółowe informacje znajdziesz w Regulaminie. Jeśli uważasz, że niniejsza publikacja jest jego naruszeniem lub narusza ona obowiązujące przepisy prosimy o zgłoszenie tego faktu TUTAJ.

red. DDWLKP.pl | źródło: materiał partnera

Komentarze