Al Capone też poleciał za podatki

06.08.2019

 

Masz zdjęcia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

W ostatnich dniach media i większość rozmów są zdominowane przez prywatę pana Kuchcińskiego na publicznej funkcji marszałka Sejmu RP. To nie najgroźniejszy z niechlubnych wyczynów tego pana, choć skandalicznie nieetyczny, ale najbardziej trafił do świadomości Polaków. To zarazem dziwi i nie dziwi, tak jak w powiedzeniu „jestem za, a nawet przeciw”.

 

mmj
Maria Małgorzata Janyska
Posłanka na Sejm RP VII i VIII kadencji (Platforma Obywatelska).

Zaraz wyjaśnię skąd mój wniosek, ale najpierw zacytuję jednego z tłiterowiczów, który okazał swoje zdziwienie: „Wiecie co jest najbardziej przygnębiające? To, że jeśli Kuchciński poleci ze stanowiska, to za loty. A nie za bulwersujące głosowania w Sali Kolumnowej, wyrzucenie dziennikarzy z Sejmu, skandaliczne prowadzenie obrad, czy niepublikowanie list poparcia do KRS. Tak nisko upadliśmy”. Jeden z komentarzy do tego stwierdzenia: „AL Capone też poleciał za podatki”. No i właśnie, co jest z wieloma ludźmi, że nie dostrzegają, czy też nie chcą dostrzec zachowań, które są jawnym i nagminnym łamaniem prawa w miejscu, w którym jest ono tworzone, przez człowieka, który ma pilnować prawidłowości prac Sejmu i ją organizować w zgodzie z ustalonym porządkiem prawnym? Co jest, że dopiero wyliczone loty (tylko na przestrzeni ok.jednego roku na wartość 4 mln zł), nadużywane prywatnie i rodzinnie, otworzyły ludziom oczy, a nie np. brak wykonania wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA), w którym orzeczono, że Kancelaria Sejmu musi udostępnić wykaz nazwisk sędziów popierających kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa? 

Przejdźmy teraz już do konkluzji, że to dziwi i nie dziwi. Dziwi, bo przyjmowane do świadomości „alibi” bywa zaskakujące. Jedno z nich - któż z nas nie słyszał, w odpowiedzi na zarzut, że obecna władza nagminnie łamie i naciąga dla swych celów prawo, że zostali wybrani demokratycznie i trzeba to uszanować . Sami rządzący mówią to ciągle, a wielu ludzi bezrefleksyjnie powtarza, jak by to mogło być usprawiedliwieniem faktu, że po uzyskaniu władzy w demokratycznych wyborach można już zapomnieć o obowiązku przestrzegania demokracji. Można to porównać do pracy uzyskanej w wyniku konkursu - wybiera się najlepszego kandydata, który ma najwyższe kwalifikacje, a on po rozpoczęciu pracy odmawia ich zaangażowania. Ale co zdobi pracodawca? Podziękuje oczywiście, czyli szybko się rozstanie! Teraz przejdźmy do części, że to nie dziwi. Muszę zastrzec, że czasem nie dziwi. 

Czasem, czyli w jakich przypadkach? Spotkałam się np. z takim, że szef państwowego urzędu argumentował - wygrali demokratycznie wybory, trzeba uszanować. Urzędnik państwowy, który wie, że ostatnim etapem postępowania administracyjnego, które przychodzi mu potencjalnie prowadzić, jest prawomocny wyrok NSA, obowiązkowy do wykonania! A jednocześnie nie widzi nic złego w nie wykonaniu wyroku przez marszałka Sejmu? Wystarczy mu, że demokratycznie wybrany? To jak ten urzędnik załatwia sprawy urzędowe? Ma np. wyrok na korzyść petenta i go nie wykona, bo nie?

I wreszcie do sedna - dlaczego to mnie nie dziwi? Bo to urzędnik, który był absolutnie podporządkowanym władzy funkcjonariuszem publicznym w czasach słusznie minionych, teraz stał się gorącym zwolennikiem obecnej władzy, bo... mógł wrócić do korzeni i stylu pracy, która mu odpowiadała, bo górował nad innymi, nie wysilając się specjalnie - wystarczyła legitymacja i ślepe posłuszeństwo. 

Ta władza wykorzystuje wielu urzędników - funkcjonariuszy/aktywistów z czasów PRLu, bo to łatwy materiał. Byli plasteliną i jak trzeba są nią nadal.


 

Poglądy przedstawione w niniejszym materiale są wyłącznie poglądami Autora. Materiał został opublikowany przez Autora - zachowana pisownia oryginalna tekstu. Szczegółowe informacje znajdziesz w Regulaminie. Jeśli uważasz, że niniejsza publikacja jest jego naruszeniem lub narusza ona obowiązujące przepisy prosimy o zgłoszenie tego faktu TUTAJ.

red. DDWLKP.pl

Komentarze